Pierwszy Tydzień Zwykły – Środa
3. MODLITWA I APOSTOLSTWO

    1. Poszukiwanie Jezusa. Serce człowieka stworzone po to, by kochać i szukać Boga.
    2. Wykorzystywanie każdej okazji do apostolstwa. Umacnianie nadziei apostolskiej.

    3. Modlitwa jako fundament apostolstwa.

3.1  Pewnego razu, spędziwszy poprzedni wieczór na uzdrawianiu chorych i nauczaniu ludzi, którzy do Niego przybywali, Jezus nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł [z domu Szymona] i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pospieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Zdarzenie to opowiada św. Marek w Ewangelii z dzisiejszej Mszy świętej (Mk 1, 35-39).

Wszyscy Cię szukają. Również dzisiaj rzesze ludzkie cierpią głód Boga. Nadal aktualne są słowa św. Augustyna, które zamieścił na początku swych Wyznań: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”[1]. Serce człowieka zostało stworzone po to, by szukać i kochać Boga. I Pan ułatwia to spotkanie, ponieważ On także poszukuje każdego człowieka. Udziela mu niezliczonych łask, darzy go czułą opieką i miłością. Kiedy widzimy kogoś obok siebie albo dowiadujemy się o kimś za pośrednictwem prasy, radia lub telewizji, możemy z całą pewnością pomyśleć, że tę osobę wzywa Chrystus i ma dla niej skuteczne łaski. „Popatrz, jest tylu mężczyzn i tyle kobiet na świecie, a nikogo spośród nich Nauczyciel nie pozostawia bez wezwania.

Wzywa ich do życia chrześcijańskiego, do życia w świętości, do życia w wybraństwie, do życia wiecznego”[2]. Nasza nadzieja apostolska polega na tym, że na każdego – w taki czy inny sposób – oczekuje Chrystus. Naszym zadaniem jest ułatwianie tych spotkań z łaską.

Św. Augustyn pisze na temat tego fragmentu Ewangelii: „Rodzaj ludzki jest chory; nie z powodu choroby ciała, lecz z powodu swoich grzechów. Leży jak olbrzymi chory na całej powierzchni ziemi, od Wschodu do Zachodu. Żeby uleczyć tego umierającego, zstąpił z nieba Wszechmogący Lekarz. Poniżył się, przybierając  śmiertelne ciało, przychodząc ku łożu chorego”[3]. Kilka tygodni temu oglądaliśmy Jezusa w grocie betlejemskiej. Leżał ubogi i bezbronny, przyjął naszą ludzką naturę, by zbliżyć się do ludzi i zbawić nas. Później rozważaliśmy Jego życie ukryte w Nazarecie, gdzie pracował jak każdy człowiek, chcąc nas nauczyć, byśmy szukali Go w codziennym życiu. Chciał, byśmy sami stawali się przystępni dla wszystkich i poprzez Jego Najświętsze Człowieczeństwo mogli dojść do Trójcy Przenajświętszej. My także, tak jak Piotr, poszukujemy Go w modlitwie. W tej osobistej rozmowie z Nim mówimy: Wszyscy Cię szukają, pomóż nam, Panie, byśmy ułatwili spotkanie z Tobą naszym krewnym, przyjaciołom, kolegom i każdemu człowiekowi, którego spotkamy na naszej drodze. Oni właśnie Ciebie, Panie, potrzebują. Naucz nas ukazywać im Ciebie poprzez przykład życia w radości, poprzez dobrze wykonywaną pracę i słowo poruszające serca.

3.2  W pewnej niemieckiej wiosce, całkowicie zniszczonej podczas drugiej wojny światowej, w kościele znajdował się bardzo stary krzyż, otaczany przez miejscową ludność głęboką czcią. Gdy przystąpiono do odbudowy kościoła, odnaleziono w gruzach figurę Chrystusa z tego krzyża, pozbawioną jednak ramion. Nie wiedziano, co robić: jedni chcieli zawiesić ten sam krzyż z nowymi ramionami, gdyż był on bardzo stary i przedstawiał wielką wartość; inni opowiadali się za zrobieniem kopii krzyża. Po wielu dyskusjach postanowiono powiesić krucyfiks w takim stanie, w jakim go znaleziono, ale z napisem: Moimi ramionami jesteście wy... I w takiej postaci znajduje się on na ołtarzu do dziś[4].

Jesteśmy ramionami Boga w świecie, gdyż to On zechciał posługiwać się ludźmi. Pan posyła nas, abyśmy się zbliżyli do tego chorego świata, który niejednokrotnie nie potrafi znaleźć Lekarza mogącego go uzdrowić. Rozmawiajmy z ludźmi o Bogu, żywiąc niezłomną nadzieję, że Chrystus zna wszystkich i że jedynie w Nim znajdą zbawienie i słowa Życia wiecznego. Dlatego nie powinniśmy zmarnować ani jednej okazji do rozmowy z powodu lenistwa, wygodnictwa, zmęczenia czy względów ludzkich. Rozmawiajmy w czasie normalnych codziennych wydarzeń, korzystajmy z możliwości skomentowania wiadomości prasowych, wyświadczenia drobnej przysługi. Rozmawiajmy także przy okazji wydarzeń nadzwyczajnych: choroby, śmierci w rodzinie... „Ci zaś, którzy podróżują, czy to z racji spraw międzynarodowych, czy dla interesu, lub w celach wypczynku, niech pamiętają, że wszędzie są podróżującymi głosicielami Chrystusa, i niech się zachowują rzeczywiście jako tacy[5]. W swoim pierwszym orędziu do wiernych papież Jan Paweł I wezwał, by próbowano wszelkich sposobów, wszelkich możliwości, by starano się wykorzystywać wszelkie środki dla głoszenia zbawienia wszystkim ludziom, w porę i nie w porę (2 Tm 4, 2). Gdyby wszyscy chrześcijanie byli niestrudzonymi misjonarzami Ewangelii w świecie spragnionym miłości i prawdy, nastąpiłby nowy rozkwit świętości i odnowy duchowej.

Trwajmy w mocnej nadziei apostolskiej, nawet wtedy, gdy środowisko może się nam wydawać trudne. Drogi łaski są bowiem niezbadane. Lecz Bóg w zbawianiu dusz chciał się posłużyć nami. Jaka szkoda, że z powodu zaniedbań chrześcijan wielu ludzi nie zbliżyło się do Pana! Dlatego też powinniśmy poczuwać się do osobistej odpowiedzialności za to, że któryś z naszych przyjaciół, kolegów lub sąsiadów uskarża się Panu: hominem non habeo (por. J 5, 7) – nie spotkałem nikogo, kto by mi o Tobie powiedział i ukazał drogę. Czasami nasza rozmowa może stanowić początek drogi prowadzącej do Chrystusa. Może to być jakaś sensowna uwaga, jakaś książka sprzyjająca umocnieniu wiary, dobra rada lub słowo pociechy. W każdym przypadku może tak działać szacunek dla drugiego człowieka i przykład dobrego życia.

„Chrześcijaństwo posiada dar opatrywania i leczenia tej jednej głębokiej rany ludzkiej natury, bardziej przyczyniający się do jego powodzenia niż cała encyklopedia naukowej wiedzy i cała biblioteka dzieł polemicznych – toteż musi ono trwać, jak długo trwa ludzka natura”[6]. Zastanówmy się dzisiaj: ilu osobom pomogliśmy przeżyć po chrześcijańsku kończący się okres Bożego Narodzenia? Polećmy w modlitwie naszych przyjaciół, którym chcemy pomóc w przystąpieniu do spowiedzi, w pogłębieniu własnej formacji lub w bliższym poznaniu nauki Chrystusa.

3.3 Pan chce uczynić nas swoimi narzędziami przy realizacji Jego zbawczego dzieła pośród spraw ziemskich, w codziennym życiu. Czy możemy jednak być dobrymi narzędziami Bożymi, jeśli nie będziemy się pilnie starać o życie pobożne? Czy możemy nimi być, nie obcując z Chrystusem prawdziwie i osobiście na modlitwie? Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? (Łk 6, 39). Apostolstwo jest owocem miłości do Chrystusa. On jest Światłem, którym powinniśmy oświecać innych; Prawdą, której powinniśmy nauczać; Życiem, które powinniśmy przekazywać. A będziemy mogli przkazywać Światło, Prawdę i Życie Chrystusa tylko wtedy, gdy będziemy zjednoczeni z Bogiem poprzez modlitwę. Wzruszające jest to, że pośród tak wytężonej pracy apostolskiej Pan wstał nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, aby rozmawiać ze swym Ojcem, Bogiem, i polecił Mu rozpoczynający się nowy dzień, wypełniony troską o dusze.

Powinniśmy Go naśladować. To dzięki modlitwie i obcowaniu z Jezusem uczymy się trwania w radości, zrozumienia, poszanowania i doceniania osób, które Pan postawił na naszej drodze. Bez modlitwy chrześcijanin byłby jak roślina bez korzeni. Szybko by usechł, nie wydając owocu. W ciągu dnia możemy i powinniśmy zwracać się do Pana wiele razy. On wcale nie jest daleko. Pan jest blisko, tuż przy nas i zawsze nas słucha. W sposób szczególny słucha nas jednak w chwilach, które poświęcamy specjalnie na rozmowę z Nim sam na sam, tak jak chwilę obecną. W miarę naszego otwierania się na wymagania Boga, życie nasze staje się owocniejsze z punktu widzenia Bożego i łatwiej nam przychodzi podtrzymywanie dialogu z Jezusem. W rzeczywistości nasze życie apostolskie jest warte tyle, ile warta jest nasza modlitwa[7].

Modlitwa zawsze wydaje swoje owoce, potrafi podtrzymywać całe życie. Z niej czerpiemy męstwo do znoszenia trudności z wdziękiem dzieci Bożych. Czerpiemy z niej wytrwałość, czyli stałość w obcowaniu z naszymi przyjaciółmi, niezbędną w każdym apostolstwie. Dlatego nasza przyjaźń z Chrystusem musi być coraz głębsza i prawdziwsza. Powinniśmy więc usilnie starać się nie popełniać żadnego dobrowolnego grzechu i odrzucać niepotrzebne myśli, które często torują drogę upadkom i grzechom. Powinniśmy strzec serca dla Boga, a także oczyszczać intencje, ofiarując Panu swoje życie i swoje uczynki... Jeżeli czasem nachodzi nas zniechęcenie, które może zrodzić się z myśli, że nie czynimy postępu w modlitwie osobistej, powinniśmy z nim walczyć. W przeciwnym razie diabeł łatwo może narzucić nam pokusę porzucenia modlitwy. Nigdy nie powinniśmy porzucać modlitwy, nawet gdy jesteśmy zmęczeni i nie potrafimy skoncentrować uwagi. Nie porzucajmy modlitwy, nawet jeśli nie doznajemy żadnych uczuć i bardzo się rozpraszamy. Modlitwa jest podporą naszego życia i warunkiem wszelkiego apostolstwa.

Na zakończenie tego rozmyślania zwróćmy się z prośbą o gorące wstawiennictwo do św. Józefa, mistrza życia wewnętrznego, który przez tyle lat przebywał z Jezusem. Prośmy, aby pomagał nam kochać Go i zwracać się do Niego z ufnością w każdym dniu naszego życia, również w tych dniach, które przepełnione są pracą i podczas których trudniej nam jest poświęcić na modlitwę ustalony czas. Wraz ze Świętym Patriarchą będzie się za nami wstawiać Najświętsza Maryja Panna.



[1] Św. Augustyn, Wyznania, I, 1.

[2] Św. Josemaría Escrivá, Kuźnia, 13.

[3] Św. Augustyn, Mowa 87, 13.

[4] Por. F. Fernández Carvajal, La tibieza, Madryt 1986, s. 149.

[5] Sobór Watykański II, dekret Apostolicam actuositatem, 14.

[6] Kard. J. H. Newman, Logika wiary, Warszawa 1989, s. 363.

[7] Por. św. Josemaría Escrivá, Droga, 108.