Siedemnasty Tydzień Zwykły – Sobota
45. UMIEĆ MILCZEĆ, UMIEĆ MÓWIĆ

           1. Milczenie Jezusa.
           2. Kiedy potrzeba mówić z miłością i stanowczością. Unikać zmowy milczenia.
           3. Odwaga i męstwo w życiu codziennym. Żyć zgodnie z wiarą i powołaniem.

45.1 W ciągu trzydziestu lat pobytu w Nazarecie Jezus prowadził życie milczące, a tajemnicę Syna Bożego znali jedynie Maryja i Józef. Kiedy powraca ponownie do miasta, w którym mieszkał, współmieszkańcy dziwią się Jego mądrości i cudom, widząc w Nim jedynie człowieka pracy.

Podczas trzech lat swej publicznej służby Jezus często skupia się w milczeniu na osobistej modlitwie ze swoim Ojcem, usuwa się od zgiełku i powierzchownej żarliwości tłumów, chcących ogłosić Go królem, czyni swe cuda bez ostentacji i zaleca uzdrowionym, aby tego nie rozgłaszali.

Wzruszające jest milczenie Jezusa wobec Jego nieprzyjaciół w chwili Męki: On milczał i nic nie odpowiedział (Mk 14, 61). Bezbronny Jezus staje w obliczu tylu fałszywych oskarżeń. „Bóg, nasz Zbawiciel – tłumaczy św. Hieronim – który kierując się swoim miłosierdziem odkupił świat, pozwala, by Go prowadzono na śmierć jak baranka, bez słowa: ani się nie skarży, ani się nie broni. Milczenie Jezusa zdobywa przebaczenie za protest i wymówkę Adama”[1]. Jezus milczy podczas procesu przed Herodem i Piłatem. Widzimy, jak w milczeniu stoi przed Barabaszem, przed wrzeszczącymi i wzburzonymi tłumami oraz czujnymi nieprzyjaciółmi, którzy posługując się fałszywymi świadkami, przekręcają Jego naukę. Stoi przed prokuratorem. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: „Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie?” On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił (Mt 27, 12-14).

Milczenie Boga wobec ludzkich namiętności, wobec grzechów codziennie popełnianych przez ludzkość, nie jest milczeniem pełnym gniewu lub pogardy, ale pełnym cierpliwości i miłości. Milczenie na Kalwarii jest milczeniem Boga, który przybywa, aby odkupić wszystkich ludzi przez swoje niewypowiedziane cierpienie na Krzyżu. Milczenie Jezusa przebywającego w tabernakulum jest milczeniem miłości, która oczekuje wzajemności, jest miłością cierpliwą i tęskniącą za nami, jest miłością zatroskaną, jeśli Go nie nawiedzamy lub czynimy to z roztargnieniem.

Milczenie Chrystusa w czasie Jego ziemskiego życia nie oznacza w żadnej mierze wewnętrznej pustki, ale męstwo i pełnię. Ci, którzy ustawicznie się uskarżają na napotykane przeciwności lub zły los, którzy rozgłaszają na cztery strony świata swoje problemy, ci, którzy nie umieją znieść w milczeniu obelgi, którzy czują potrzebę dawania wyjaśnień, dlaczego coś czynią lub dlaczego nie czynią, którzy potrzebują wykładać racje i motywy swoich działań, z niepokojem oczekując cudzej aprobaty – ci wszyscy powinni patrzeć na Chrystusa, który milczy! Naśladujmy Go, ucząc się, bez narzekań i włączania w nie wszystkich ludzi, znosić ciężary i niepewności, których pełne jest nasze życie, podejmujmy problemy osobiste bez zrzucania ich na cudze barki, bierzmy odpowiedzialność za własne czyny bez żadnych wymówek i usprawiedliwień, wykonujmy swoją pracę dążąc do doskonałości i chwały Bożej, bez oczekiwania na pochwały.

Iesus autem tacebat – Lecz Jezus milczał (Mk 14, 61). My także powinniśmy nauczyć się milczeć. „Nie dojdzie do świętości nigdy dusza gadatliwa”[2]. Często bowiem dziecinna pycha czy próżność wyrzucają z człowieka to, co powinno pozostać w głębi jego duszy. Wypowiadamy słowa, których nigdy nie należało powiedzieć. I wobec tylu próżnych i niepotrzebnych słów milcząca postać Chrystusa pozostanie zawsze aktualnym Wzorem. Jego przykład jest motywem i bodźcem do milczenia wobec oszczerstw lub oczerniania. In silentio et in spe erit fortitudo vestraw ciszy i ufności leży wasza siła, mówi Duch Święty słowami Proroka Izajasza (Iz 30, 15).

45.2 Lecz Jezus nie zawsze milczy. Istnieje przecież milczenie, które może być współpracownikiem kłamstwa. Istnieje także milczenie zmowy oraz większego czy mniejszego tchórzostwa. Jest też milczenie, które rodzi się ze strachu przed konsekwencjami, czasem z obawy przed kompromitacją lub z umiłowania wygody. Jest także milczenie, które zamyka oczy na to, co dokucza, byle tylko uniknąć stawiania temu czoła. Takim może być milczenie wobec problemów świadomie pozostawionych na uboczu, wobec sytuacji, które należało rozwiązać w swoim czasie, nie czekając na ich samoistne rozwiązanie, wobec nieudzielonych upomnień braterskich w łonie rodziny, w pracy, wobec przełożonego lub podwładnego, wobec przyjaciela lub kogoś, z kim ciężko jest rozmawiać.

Słowo Jezusa jest pełne autorytetu, a także mocy wobec niesprawiedliwości i zniewagi: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, że objadacie domy wdów pod pozorem długich modlitw (Mt 23, 14). Gdy Pan głosił prawdę, nie wahał się iść pod prąd.

Św. Jan Chrzciciel, o którego męczeństwie czytamy w dzisiejszej Ewangelii (Mt 14, 1-12), był głosem wołającego na pustyni (Mt 3, 3). On uczy nas mówić o wszystkim, co ma być powiedziane, choćby się nam zdawało, że mówimy na próżno. Pan nie dopuści, aby nasze słowo stało się bezużyteczne – trzeba czynić to, co należy, nie troszcząc się zbytnio o natychmiastowe owoce. Gdyby każdy chrześcijanin mówił zgodnie ze swoją wiarą, już dawno przemienilibyśmy ten świat. Nie możemy milczeć wobec takich podłości i zbrodni, jak aborcja, degradacja małżeństwa i rodziny, nauczanie zmierzające do wypędzenia Boga z sumienia najmłodszych. Nie możemy milczeć wobec ataków na osobę Ojca Świętego lub Matki Najświętszej, wobec oszczerstw na temat instytucji Kościoła, którego prawdę i prawość bardzo dobrze znamy. Milczenie, może czasami oznaczać współpracę w złym. Dzieje się tak wówczas, gdy powinniśmy mówić z racji swego stanowiska w społeczeństwie, w zakładzie pracy lub w rodzinie, a także po prostu z powodu bycia chrześcijanami. Przyznajemy w ten sposób rację powiedzeniu „kto milczy, ten zyskuje”. Gdyby katolicy mówili, kiedy winni to czynić, gdyby np. ani jednym groszem nie przyczynili się do szerzenia czasopism lub książek powodujących spustoszenie w duszach, wydawnictwa te na pewno by się nie utrzymały. „Jaki to smutny widok – z jednej strony nieprzyjaciel Kościoła nie krępując się miota oszczerstwa na wiarę świętą, a z drugiej strony katolik, który milczy albo cichutko wycofuje się z grona osób szkalujących Kościół, bo wstydzi się bronić swej wiary, bo nie wie, co powiedzieć, brak mu argumentów zbijających, odsłaniających kłamstwa”[3].

Należy mówić, kiedy trzeba. Czasami w małej grupie, w której się znajdujemy, innym razem podczas spontanicznej pogawędki w szkole, z przyjaciółmi, sąsiadami lub klientami. Czasami powinniśmy się wypowiedzieć w autobusie, którym podróżujemy lub z trybuny, jeżeli zajmujemy odpowiednie stanowisko społeczne. Możemy mówić za pomocą listu, kiedy trzeba kogoś zachęcić lub podziękować za dobry artykuł w piśmie, albo wyrazić sprzeciw wobec określonej linii redakcyjnej lub błędnego doktrynalnie materiału. I zawsze powinniśmy mówić z miłością połączoną z męstwem (nie ma miłości bez męstwa), z uprzejmością, usprawiedliwiając niewiedzę innych, zawsze zakładając ich dobrą intencję, nie dopuszczając agresji ani grubiaństwa, czy nietaktu tak niewłaściwego u kogoś, kto idzie z bliska za Chrystusem. Ale winniśmy mówić z mocą, z jaką działał Pan.

45.3 Gdyby Jan Chrzciciel w chwili swego niebezpieczeństwa zamilkł albo pozostał na marginesie wydarzeń, nie zostałby ścięty w więzieniu Heroda. Jan jednak taki nie był. Nie był jak trzcina kołysząca się na wietrze (Mt 11, 7). Żył do końca zgodnie ze swoim powołaniem i swymi zasadami. Gdyby milczał, pożyłby może z kilka lat więcej, ale jego uczniowie nie poszliby jako pierwsi za Jezusem, nie przygotowałby i nie wyprostował drogi dla Pana, jak zapowiadał Izajasz. Nie zrealizowałby powołania i tym samym jego życie nie miałoby sensu.

Od nas najprawdopodobniej Jezus nie będzie wymagał krwawego męczeństwa, ale będzie wymagał odwagi i męstwa w pospolitych sytuacjach codziennego życia. Czasami będzie domagał się, aby wyłączyć nieprzyzwoity program telewizyjny, aby przeprowadzić odpowiednią rozmowę apostolską i by nie odkładać jej na potem. Innym razem będzie zachęcał nas, aby nie pozwalać sobie na bezpłodne narzekania, które niczemu nie służą, ale aby służyć konstruktywną wiedzą, własnymi rozwiązaniami. Jezus pragnie, aby z optymizmem wobec świata i rzeczy, które w nim się znajdują, podkreślać to, co jest dobre: radość licznej rodziny, głębokie zadowolenie z czynienia dobra, czystą miłość, która pozostaje młoda, gdy święcie żyje się w cnocie czystości.

Istnieje milczenie tchórzliwe, z którym winniśmy walczyć, między innymi milczenie wobec człowieka postawionego przez Boga u naszego boku, któremu winniśmy pomagać i umacniać go w drodze do Niego. Nie będziemy odważni w życiu, jeśli nie będziemy odważni wobec samych siebie, zachowując szczerość wobec swojego kierownika duchowego.

Gdy nasi przyjaciele będą widzieć, że żyjemy zgodnie ze swoją wiarą, że nie udajemy ani nie ukrywamy jej w określonych środowiskach, zostaną pociągnięci do Boga takim pogodnym przykładem. Takie żywe świadectwo porywa ku Bogu tak samo jak widok męczeństwa – świadectwa wiary – pierwszych chrześcijan.

W dniu dzisiejszym, który szczególnie poświęcamy Najświętszej Maryi Pannie, prośmy Ją, by nauczyła nas milczeć i mówić wtedy, kiedy potrzeba.



[1] Św. Hieronim, Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza.
[2] Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 477.
[3] Św. Urszula Ledóchowska, Myśli, Warszawa 1989, s. 19-20.