Dziesiąty Tydzień Zwykły – Czwartek
85. POWODY POKUTY

   1. Warunki naśladowania Jezusa. Wyrzeczenie się samego siebie, umartwienie i panowanie nad namiętnościami.
   2. Znaczenie i formy pokuty. Pokutny sens piątków.
   3. Umartwienia w praktyce –dziedziny i cechy umartwienia.

85.1 Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8, 34-35).

Pan już wcześniej nauczał, że chcąc być Jego uczniem, należy oderwać się od dóbr materialnych. Teraz domaga się głębszego oderwania, wyrzeczenia się tego, kim się jest, własnego ja, największej głębi swojej osoby. Ale dla ucznia Chrystusa każda ofiara pociąga za sobą afirmację. Chrześcijanin jest gotów przestać żyć dla samego siebie, aby żył we nim Chrystus. „Życie w Chrystusie”, dla którego wyzułem się ze wszystkiego (Flp 3, 8) – jak pisze św. Paweł do chrześcijan z Filippi – jest prawdziwą rzeczywistością łaski. Życie chrześcijańskie całe jest afirmacją życia, miłości, przyjaźni. Ja przyszedłem po to – powie nam Jezus – aby [owce] miały życie, i miały je w obfitości (J 10, 10). Daje nam ono dziecięctwo Boże, udział w głębi życia Trójcy Przenajświętszej. Spełnianiu tej niepojętej obietnicy przeszkadza przywiązanie do własnego ja, wygody, dobrobytu i własnego sukcesu. Dlatego potrzebne jest umartwienie, które nie jest niczym negatywnym, jest tylko oderwaniem się od samego siebie, aby mógł żyć w nas Jezus. Stąd mamy do czynienia z paradoksem: „aby Żyć – należy umrzeć”[1], umrzeć dla samego siebie, aby mieć życie nadprzyrodzone. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha zadawać będziecie śmierć popędom ciała – będziecie żyli (Rz 8, 13).

Jeśli kto chce pójść za Mną... Aby odpowiedzieć na zaproszenie Jezusa, który przechodzi obok nas, musimy iść za Nim krok w krok i nieustannie za nim podążać. Trzeba „codziennie trochę umierać”, wyrzekać się siebie, wyrzekać się dawnego człowieka (Ef 4, 22), którego nosimy w sobie. Trzeba wyrzekać się uczynków, które nas odłączają od Boga lub utrudniają wzrastanie w Jego przyjaźni. Aby podążać ku świętości, do której powołał nas Pan, należy pokonać nieuporządkowane skłonności, namiętności, gdyż ze względu na grzech pierworodny i grzechy osobiste nie są już one w sposób należyty poddane woli. Chcąc iść za Chrystusem, powinniśmy być panami samych siebie i kierować swoje kroki w jasno określonym kierunku: „jesteśmy jak człowiek, który prowadzi osła; albo to on prowadzi osła, albo osioł prowadzi jego. Albo będziemy panowali nad namiętnościami, albo one nas opanują”[2]. Gdy brakuje umartwienia, „wydaje się, jak gdyby «duch» coraz bardziej się pomniejszał i malał aż do najmniejszego punkcika... A ciało rośnie, potężnieje aż do całkowitego opanowania ducha. – Dla ciebie napisał św. Paweł: «Poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego»”[3].

85.2 Sam św. Paweł wskazuje nam także na inny powód pokuty: Teraz się raduję w cierpieniach za was i ze swej strony dopełniam niedostatki udręk Chrystusa w moim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1, 24). Czyżby Męka Chrystusa sama z siebie nie wystarczała, aby nas zbawić? – pyta św. Alfons Maria de Liguori. – Niewątpliwie, niczego jej nie brakowało i była całkowicie wystarczająca dla zbawienia wszystkich ludzi. A jednak, aby odnosiły się do nas zasługi Męki, powinniśmy ze swej strony współpracować z nią, wykonując cierpliwie prace i znosząc udręki, które zsyła nam Bóg, by upodabniać się do Jezusa[4].

My jako pierwsi korzystamy z tego uczestnictwa w cierpieniach Chrystusa, kiedy podążamy za Nim przepełnieni duchem wielkodusznego umartwienia. Ponadto nadprzyrodzona skuteczność pokuty obejmuje naszą własną rodzinę, a w sposób szczególny najbardziej potrzebujących, przyjaciół, kolegów, te osoby, które pragniemy przybliżyć do Pana, cały Kościół i świat. „Jeśli się chce uczestniczyć w życiu Chrystusa, trzeba wraz z Nim przejść śmierć krzyżową: podobnie jak On ukrzyżować własną naturę przez umartwienie i zaparcie się siebie oraz wydać się na ukrzyżowanie w cierpieniu i śmierci, tak jak je Bóg ześle czy dopuści. Im doskonalsze będzie to czynne i bierne ukrzyżowanie, tym głębsze zjednoczenie z Ukrzyżowanym i bogatszy udział w życiu Boga. Oto główne motywy wiedzy krzyża. (…) Kościół – wraz z potwierdzeniem prymatu wartości religijnych i nadprzyrodzonych w pokucie (wartości, które najbardziej ze wszystkich zdolne są do przywrócenia dzisiejszemu światu Boga i Jego władztwa nad człowiekiem oraz sensu Chrystusa i Jego zbawienia) – wzywa wszystkich, by ich wewnętrznemu nawróceniu ducha towarzyszyła dobrowolna praktyka zewnętrznych uczynków pokuty”[5]. „Wewnętrzna pokuta chrześcijanina może wyrażać się w bardzo zróżnicowanych formach. Pismo Święte i Ojcowie Kościoła kładą nacisk szczególnie na trzy formy: post, modlitwę i jałmużnę. Wyrażają one nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, do Boga i do innych ludzi”[6]. Cierpienie, choroba, różnego rodzaju ból fizyczny lub moralny ofiarowany Bogu w duchu pokuty zamiast być czymś bezużytecznym i szkodliwym, nabiera sensu zbawczego, służącego „zbawieniu braci i sióstr. Nie tylko jest więc pożyteczny dla drugich, ale co więcej – spełnia służbę niczym niezastąpioną. W Ciele Chrystusa, które nieustannie wyrasta z Krzyża Odkupiciela, właśnie cierpienie, przeniknięte duchem Chrystusowej Ofiary, jest niczym niezastąpionym pośrednikiem i sprawcą dóbr nieodzownych dla zbawienia świata”[7].

Kościół często przypomina nam o potrzebie umartwienia[8]. Jeśli kto chce pójść za Mną... W sposób szczególny chce, abymy jednego dnia w tygodniu, w piątek, zastanowili się nad potrzebą i owocami wyrzeczenia się samego siebie i byśmy postanowili sobie jakieś specjalne umartwienie. Może to być wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych albo coś wymagającego większego wysiłku, lepiej wykonana pracę lub uprzyjemnienie życia innym. Może to być także jakaś pobożna praktyka, czyli lektura duchowa, Różaniec Święty, Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu, pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej, albo jakieś dzieło miłosierdzia, na przykład towarzyszenie choremu, poświęcenie czasu komuś, kto jest w potrzebie, czy też jałmużnę. Ale nie możemy zadowolić się tylko tym wyrazem pokuty, który spełniamy na pamiątkę Męki naszego Pana i dla przypomnienia wartości Jego Ofiary. Pan oczekuje każdego dnia, byśmy umieli odmówić sobie małych rzeczy, co ożywi naszą duszę i sprawi, że nasze apostolstwo będzie owocne.

85.3 Przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na tak zwane umartwienia bierne: ofiarować z miłością to, co dotyka nas niespodziewanie, co nie zależy od naszej woli, to znaczy upał, chłód, cierpienie, potrzeba cierpliwości przy wydłużającym się nadmiernie oczekiwaniu, nieunoszenie się przy szorstkiej odpowiedzi, która nam się nie podoba. Oprócz umartwień biernych powinniśmy stosować umartwienia, które mają na celu ułatwienie współżycia z innymi, to znaczy staranie się o punktualność, wysłuchiwanie innych z prawdziwym zainteresowaniem, odzywanie się, kiedy w trakcie rozmowy zapadnie nader kłopotliwe milczenie, bycie uprzejmym, nawet jeśli trzeba w tym celu przezwyciężyć swój zły nastrój i stosowanie różnych form grzeczności - podziękowania, prośby o przebaczenie, jeżeli komuś przeszkodziliśmy, itd. Powinniśmy pamiętać o umartwieniach w czasie pracy, czyli dbać o jej intensywność, zachowanie porządku, wykonanie zadania do końca, pomaganie w pracy innym. Istnieją także inne dziedziny, w których należy stosować umartwienie. Umartwienie rozumu polega na unikaniu postaw krytycznych, które są wykroczeniem przeciwko miłości, poskromieniu ciekawości i staraniu się, by nikogo nie sądzić pochopnie. Umartwienie woli jest usilną walką z nieuporządkowaną miłością własną, polega na unikaniu skupiania uwagi na nas samych, na tym, co zrobiliśmy, na naszych sprawach i tym, co nas osobiście interesuje. Za przykładem świętych można także oddawać się czynnemu umartwieniu zmysłów, przede wszystkim wzroku i smaku, zachowując na przykład wstrzemięźliwość od ulubionych potraw lub uczynienie drobnej ofiary podczas posiłku, jedząc bez komentarzy to, co niezbyt nam smakuje. Umartwienie ciała zbliży nas do Boga, tak jak Św. Jadwigę Śląską, która „im bardziej oddawała się umartwieniu ciała, zawsze jednak z rozwagą, tym bardziej wzrastała w mocy ducha i bogactwie łaski, a równocześnie pomnażał się w niej żar pobożności oraz miłości Bożej”[9]. Umartwienie wrażliwości, jest powściągnięciem dążenia do wygody jako pierwszorzędnego celu w życiu. Umartwienie wewnętrzne to odrzucanie niepotrzebnych myśli, które opóźniają nas w drodze do świętości, zwłaszcza gdy pojawiają się one w czasie modliwy, podczas Mszy świętej lub w trakcie pracy.

Zastanówmy się w obecności Bożej, czy naprawdę możemy powiedzieć z radością, iż żyjemy w duchu umartwienia. Czy codziennie poskramiamy ciało, czy z pragnieniem współuczestniczenia w zbawieniu ofiarujemy Panu cierpienia i przeciwności, które pojawiają się w życiu każdego człowieka. Czy rzeczywiście jesteśmy zdecydowani na codzienną, stopniową utratę życia z miłości do Chrystusa i Ewangelii?

Nasze umartwienie i pokuta pośród świata powinna odznaczać się pewnymi charakterystycznymi cechami. Przede wszystkim musi być radosna. „Czasami – mówił ów chory przejęty troską o dusze – ciało nieco protestuje, skarży się. Ale staram się również zamieniać ‘te utyskiwania’ na uśmiechy, ponieważ te są bardzo skuteczne”[10]. Jeżeli pragniemy umartwienia, to pośród cierpienia i choroby powinniśmy okazywać wiele uśmiechu i miłych gestów.

Umartwienie musi być ciągłe, aby ułatwiało nam pamiętanie o obecności Boga tam, gdzie się znajdujemy, aby pomagało wykonywać pracę bardziej intensywnie i doskonale oraz by skłaniało nas do utrzymywania serdeczniejszych stosunków towarzyskich, w których zawsze obecny będzie duch apostolstwa.

Umartwienie ma być dyskretne, uprzejme, pełne naturalności, tak by było dostrzegalne dzięki swoim skutkom w codziennym życiu, a nie z powodu jakichś dziwacznych praktyk.

Wreszcie umartwienie powinno być pokorne i pełne miłości, gdyż pobudza nas do niego wpatrywanie się w Chrystusa na Krzyżu, z którym pragniemy zjednoczyć całe swoje istnienie. Nie chcemy niczego, co nie prowadzi nas do Niego.

W umartwieniu, jak na Kalwarii, spotykamy Maryję. W Jej ręce złóżmy konkretne postanowienia powzięte podczas tych chwil modlitwy. Prośmy Ją, by umożliwiła nam zrozumienie w całej głębi potrzeby życia w umartwieniu.

 

 



[1] Por. św. Josemaría Escrivá, Droga, 187.
[2]
E. Boylan, El amor supremo, Madryt 1954, s. 113.
[3]
Św. Josemaría Escrivá, Bruzda, 841.
[4]
Św. Alfons Maria Liguori, Rozważania o Męce, 10.
[5]
Św. Teresa Benedykta od Krzyża, Wiedza krzyża, Kraków 1999, s. 45.
[6]
Katechizm Kościoła Katolickiego, 1434.
[7]
Św. Jan Paweł II, list apost. Salvifici doloris, 27.
[8]
Por. Bł. Paweł VI, konst. apost. Paenitemini, 55-59.

[9]
Z żywota św. Jadwigi Śląskiej współczesnego autora, cyt. za: Liturgia Godzin, tom IV, s. 1274.

10]
Św. Josemaría Escrivá, Bruzda, 253.