szukaj
Wyślij rozważanie na email
miałczy:
Rozważania na każdy dzień

czwartek, 18 października 2018

35. ŚW. ŁUKASZA EWANGELISTY*
ŚWIĘTO

1. Ewangelia według św. Łukasza. Doskonałość naszej pracy.
2. Co przekazuje nam Ewangelista. Malarz Najświętszej Maryi Panny.
3. Czytać pobożnie Ewangelię świętą.

35.1 ...Powinniśmy dzisiaj okazać wdzięczność św. Łukaszowi, który ...  był wiernym narzędziem Ducha Świętego. Kierowany łaską Bożego natchnienia oraz ludzkim wysiłkiem, ... pozostawił nam bezcenną Ewangelię oraz historię pierwotnego chrześcijaństwa w Dziejach Apostolskich.

     więcej..

piątek, 19 października 2018

Dwudziesty Ósmy Tydzień Zwykły – Piątek
44. KWAS FARYZEUSZY

1 Obłuda faryzeuszy.
2. Chrześcijanin jest człowiekiem, który stara się żyć bez obłudy.
3. Kochać prawdę i głosić ją ludziom.

44.1 Wokół Jezusa zebrały się tak liczne tłumy, że jedni cisnęli się na drugich, przepychali się i potrącali wzajemnie. Wśród takiego zamieszania Jezus zaczął mówić do swoich uczniów, przestrzegając ich: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów”.
     więcej..

sobota, 20 października 2018

36. ŚW. JANA KANTEGO
WSPOMNIENIE

1. Święty Jan z Kęt, teolog i jałmużnik.
2. Jedność życia.
3. Przybliżać wszystkich do Ojca.

36.1 Jan Kanty, jako profesor teologii Akademii Krakowskiej, utrzymywał się ze skromnej pensji profesorskiej, jednak swoim niewielkim dobytkiem zawsze dzielił się z potrzebującymi. W każdym człowieku, a szczególnie w potrzebujących pomocy, widział Chrystusa.
     więcej..

niedziela, 21 października 2018

Dwudziesta Dziewiąta Niedziela Zwykła
Rok B

47. SŁUŻYĆ

           1. Życie chrześcijanina polega na naśladowaniu Chrystusa.
           2. Jezus poucza nas, iż nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć.
           3. Służyć z radością.

47.1 Podczas wszystkich swoich zajęć chrześcijanin powinien być blisko Chrystusa, tak jak uczeń wobec nauczyciela, jak dziecko przy matce. Dziecko uczy się mówić, słuchając swojej matki, próbując naśladować jej słowa. W taki sam sposób, naśladując prace i uczynki Jezusa, uczymy się postępować tak jak On.
     więcej..

poniedziałek, 22 października 2018

Dwudziesty Dziewiąty Tydzień Zwykły – Poniedziałek
49. NADZIEJA ŻYCIA

1. Dobra doczesne a nadprzyrodzona nadzieja.
2. Chrześcijańskie oderwanie się od rzeczy materialnych.
3. Pan jest źródłem naszej ufności.

49.1 Człowiek z tłumu podszedł do Jezusa i prosił Go, aby rozstrzygnął sprawę spadkową. Z reakcji Pana można wnioskować, że człowiek ten bardziej troszczył się o dobra materialne niż o uważne słuchanie Nauczyciela. Wydaje się niestosowna ta prośba do Mesjasza, który mówi o Królestwie Bożym
     więcej..

wtorek, 23 października 2018

Dwudziesty Dziewiąty Tydzień Zwykły – Wtorek
50. CZUJNOŚĆ W MIŁOŚCI

1. Z zapalonymi pochodniami.
2. Walka w drobnych rzeczach pozwoli nam zachować czujność.
3. Strzeżmy się duchowej letniości.

50.1 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy podobni do ludzi, oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.  Te słowa Pan kieruje do nas w dzisiejszej Ewangelii.

     więcej..

Osiemnasty Tydzień Zwykły – Piątek
53. MIŁOŚĆ I KRZYŻ

1. Największy dowód miłości.
2. Sens i owoce cierpienia.
3. Umartwienia podjęte dobrowolnie.

53.1 Jezus powołał swoich uczniów, a oni porzuciwszy wszystko poszli za Nim. Szli za Nauczycielem drogami Palestyny, przechodząc przez miasta i wioski, dzieląc z Nim radości, trudy, głód i zmęczenie. Czasami narażali dla Jezusa swoje dobre imię, a nawet swoje życie. Ale to zewnętrzne towarzyszenie Jezusowi stopniowo zamieniło się w naśladowanie zewnętrzne, zaczęło przemieniać ich dusze. To głębsze naśladowanie wymagało czegoś więcej, aniżeli oderwania się i nawet ostatecznego opuszczenia domu, rodziny i dóbr. Czytamy w dzisiejszej Ewangelii (Mt 16, 24-28): Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

Zaparcie się samego siebie oznacza, że ktoś przestaje stawiać siebie w centrum swego życia. Jedynym ośrodkiem życia prawdziwego ucznia może być tylko Chrystus, ku któremu ustawicznie zwracają się jego myśli, dążenia, codzienne sprawy, stając się prawdziwą ofiarą dla Pana.

Dźwiganie krzyża oznacza gotowość na śmierć. Kto bierze drzewo krzyża i kładzie je na swoje barki, godzi się ze swoim przeznaczeniem, wie, że jego życie skończy się na tym krzyżu. Wzięcie krzyża wyraża stanowczą decyzję, wskazuje, iż jesteśmy gotowi pójść za Chrystusem, o ile zajdzie potrzeba, aż na śmierć, że chcemy Go naśladować we wszystkim, nie stawiając żadnych warunków. Żeby iść za Chrystusem, musimy zidentyfikować się z Jego wolą. On zdecydowanie przyjął na siebie krzyż, dźwigał go na Kalwarię, gdzie ofiarował się Bogu Ojcu w najwyższej ofierze i w nieskończonej miłości.

Winniśmy często o tym pamiętać i rozważać, że Męka i Śmierć Chrystusa na Krzyżu jest największym wyrazem oddania się Ojcu i wyrazem Jego miłości do nas. Oczywiście, nawet najmniejszy akt miłości Jezusa i najdrobniejszy Jego uczynek posiadały w swej wymowie nieskończone znaczenie. Dlatego mogły uzyskać dla wszystkich ludzi, którzy zmarli, żyją obecnie i tych, którzy przyjdą w ciągu wieków, łaskę odkupienia, życie wieczne i wszelkie pomoce niezbędne do jego osiągnięcia. Mimo to jednak Chrystus chciał przecierpieć te wszystkie okropności Męki i Śmierci na krzyżu, aby nam pokazać, jak bardzo kocha każdego z nas. Nieraz pokazywał swoim uczniom tę potrzebę miłości, która napełniała Jego duszę: Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie (Łk 12, 50). Duch Święty zapisał nam przez św. Jana, że tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał (J 3, 16). Jezus dobrowolnie oddał swoje życie z miłości do nas, gdyż nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13).

Jezus Chrystus ukazuje niezaspokojone pragnienie oddania swego życia z miłości. Jeżeli chcemy iść za Nim już nie w sposób zewnętrzny, lecz głęboko się z Nim identyfikując – jak możemy odrzucać Krzyż i Jego ofiarę, które tak głęboko wiążą się z miłością i z oddaniem? „Chcieć Boga kochać, a nie chcieć z Nim cierpieć, jest to tylko czczym złudzeniem. Kochajmy Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale kochajmy Go na krzyżu”[1]. Podążanie z bliska za Chrystusem doprowadzi nas do zupełnego zaparcia się samego siebie, do pełni miłości, do największej radości. Zaparcie się, utożsamienie we wszystkim z Jego świętą wolą oczyszcza, rozjaśnia duszę i ją ubóstwia. „Posiąść Krzyż, oznacza posiąść radość: to znaczy posiąść Ciebie, Panie!”[2].

53.2 Istnieje opowiadanie o pewnej duszy, która na widok wszystkich przeciwnych jej wydarzeń, kiedy za jedną przeciwnością następowała druga, za jedną klęską jeszcze większa katastrofa, czule zwróciła się do Pana i zapytała Go: „Ależ, Panie, cóż Ci uczyniłam?” I usłyszała w sercu takie słowa: „Umiłowałaś mnie”. Pomyślała wówczas o Kalwarii i zrozumiała nieco lepiej, jak Bóg zechciał ją oczyścić i złączyć ze sobą w odkupieniu tylu ludzi, którzy oddaleni od Boga szli na zgubę. I dusza ta napełniła się pokojem i radością.

W swoim życiu, jak wszyscy ludzie, spotkamy się z cierpieniami. „Jeśli nastaną przeciwności, możesz być pewien, że jest to próba miłości Ojca, którą żywi do ciebie Pan”[3]. Są to dla nas dobre okazje, aby z miłością patrzeć na krzyż, przypatrywać się Chrystusowi i zrozumieć, że On mówi z Krzyża: „Ciebie kocham bardziej”, „Od ciebie oczekuję więcej”. Może będzie to jakaś bolesna choroba, która burzy wszystkie nasze projekty, albo nieszczęście, które spotyka najdroższe nam osoby, albo niepowodzenie w pracy zawodowej. „Panie, co Ci zrobiłem?” A On odpowie nam cicho, że nas kocha i pragnie bezgranicznego oddania się Jego świętej woli, która posiada inną „logikę” aniżeli ludzka. Gdy przyjdzie chwila zgody i zaparcia się, dobrze zrozumiemy ten moment. Jakże wdzięczni będziemy wtedy Panu! Bł. Karol Leisner, więziony w Dachau, po aresztowaniu w listopadzie 1939 r. napisał: „Boże, dziękuję Ci za wszelkie dobrodziejstwa, które tak obficie na mnie zesłałeś. Dziękuję Ci za dni ciężkiej choroby, a teraz za dni uwięzienia. Wszystko ma swój sens... Dni naszego uwięzienia są jednocześnie dniami naszej wewnętrznej wolności dla Boga, który jest skarbnicą wolności”[4].

Często jednak krzyż spotykamy na naszej drodze w tak drobnych sprawach, jak zmęczenie, brak czasu, konieczność rezygnacji z ułożonych wcześniej przyjemnych planów, znoszenie z miłością wad innych ludzi, z którymi się spotykamy lub pracujemy, drobne upokorzenie, którego się nie spodziewaliśmy, oschłość w modlitwie. Również w tych sytuacjach czeka na nas Pan. Chce, byśmy umieli przyjąć te różnorodne przeciwności bez zbędnych narzekań, bez buntu. Domaga się od nas miłości, przyjęcia tych przeszkód i ofiarowania Mu jako drogocennej perły. Nasze drobne cierpienia zjednoczone z cierpieniami Chrystusa na Krzyżu nabywają nieskończonej wartości i przez nie wynagradzamy Panu za tak liczne grzechy, które codziennie są popełniane na ziemi, również za nasze grzechy.

Cierpienie znoszone z miłością i dla miłości przynosi wiele innych owoców: wynagradza za nasze grzechy, oczyszcza duszę, pogłębia i umacnia nasz charakter i naszą osobowość. Daje nam wyrozumiałość i sympatię wobec bliźniego, której nie możemy nabyć w inny sposób. W rzeczywistości otwiera przed nami życie wewnętrzne samego Chrystusa, a przez to samo jeszcze bardziej jednoczy nas z Nim. Często cierpienie bywa decydującym momentem w naszym życiu i prowadzi do nowej żarliwości i nowej nadziei, do głębszego i pełniejszego zrozumienia własnej egzystencji. Ale cierpienie i ból nie oznaczają smutku. Krzyż dźwigany wspólnie z Chrystusem napełnia duszę pokojem i głęboką radością pośród utrapień. Życie Świętych jest pełne radości, radości, której świat nie zna, ponieważ jest to radość zakorzeniona w Bogu.

53.3 Jeśli kto chce pójść za Mną... Niczego w świecie nie chcemy bardziej, niż iść blisko za Chrystusem. Niczego nie pragniemy bardziej aniżeli utożsamienia się z Nim, przyjmowania za swoje Jego pragnień i uczuć na ziemi. Jesteśmy blisko Niego nie tylko wtedy, kiedy wszystko dobrze się wiedzie, ale również wtedy, kiedy z cierpliwością przyjmujemy przeciwności, kiedy zadowoleni z możliwości towarzyszenia Jezusowi w Jego drodze na krzyż jednoczymy swoje cierpienia z Jego cierpieniami[5].

Gdybyśmy jednak spodziewali się jedynie utrapień, przeciwności i bólu, które przychodzą z zewnątrz i których nie potrafimy uniknąć, to nasza miłość nie byłaby wielkoduszna. Postawa ta kryłaby w sobie chęć zadowolenia się pewnym minimum. Byłoby to działanie opieszałe, które mogą oddawać słowa: Umartwienie? Życie ma dość swoich goryczy! Mam już dość zmartwień!

Życie wewnętrzne wymaga jednak wiele umartwienia podejmowanego dobrowolnie. Umartwienie, które spada na nas, jest ważne i cenne, ale nie może stanowić wymówki przed wielkodusznym dobrowolnym zadośćuczynieniem, które jest oznaką prawdziwego ducha pokuty: Będę Ci ochoczo składać ofiarę, sławić Twe imię, bo jest dobre (Ps 54(53), 8). Kościół proponuje nam właśnie jeden dzień w tygodniu – piątek – byśmy zastanawiali się nad duchem pokuty w naszym życiu w świetle słów Chrystusa. Tego dnia wielu chrześcijan uważniej rozważa tajemnice cierpienia w życiu Chrystusa, odprawia pobożnie Drogę Krzyżową lub rozważa Mękę Pańską. Jest to dzień, w którym mamy zastanowić się nad tym, w jaki sposób przyjmujemy zwykłe przeciwności, z jaką wielkodusznością, która jest owocem miłości, podejmujemy dobrowolne umartwienia, jak nawet w małych sprawach próbujemy zwalczać własny egoizm, lenistwo, pragnienie podobania się we wszystkim i stanowienia centrum wszystkiego. Chodzi o umartwienia, które uprzyjemniają życie innym ludziom: serdeczność w przebywaniu z nimi, pokonywanie własnych stanów ducha, które powodują naszą oschłość stosunkach z innymi, uśmiech w momencie, kiedy jakaś przykrość rysuje na naszej twarzy surowość, dbanie o punktualność w pracy lub nauce. Może to także być ograniczanie jedzenia rzeczy smacznych i unikanie podjadania między posiłkami, zachowanie porządku na biurku, w szafie i w pokoju. To również umartwianie ciekawości, szczególne czuwanie nad zmysłami, ochocze przyjmowanie gorąca lub zimna albo cierpliwość wobec zbyt wielkiego ruchu ulicznego.

Kończąc to rozmyślanie nad słowami Jezusa: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje, odmówmy w głębi serca następującą modlitwę: „Daj mi, Jezu, krzyż bez Cyrenejczyka. Źle mówię: łaska Twoja, pomoc Twoja jest mi potrzebna do wszystkiego. Bądź moim Cyrenejczykiem. Z Tobą, mój Boże, nie ma takiej próby, która by mnie przerażała.

— A gdyby krzyż był odrazą i smutkiem — powiadam Ci, Panie, że z Tobą byłbym w smutku radosny”[6]. „Dopóki Ciebie nie stracę, żadne cierpienie nie będzie dla mnie cierpieniem”[7].



 

[1] J. Warzeszak, Bł. Maria Angela Truszkowska. Patronka chorych, Warszawa 1994, s. 64.
[2]
Św. Josemaría Escrivá, Kuźnia, 766.
[3]
Tamże, 815.
[4]
Bł. Karol Leisner, Pocieszenie w chorobie, Warszawa 1992, s. 6.
[5]
Por. Bł. Paweł VI, konst. apost. Paenitemini, 1.
[6]
Św. Josemaría Escrivá, Kuźnia, 252.
[7]
Tamże, 253.

Francisco Fernandez Carvajal. "Rozmowy z Bogiem".
drukuj..

Ta strona używa pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies we własnej przeglądarce internetowej. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności