Dziewiętnasta Niedziela Zwykła
Rok A
55. NIEUSTANNA POMOC BOGA
1. Bóg jeszcze nigdy nie zawiódł swoich przyjaciół.
2. Chrystus prawdziwą ostoją chrześcijanina.
3. Ufność Bogu. Modlitwa o pomoc Bożą.
55.1 W dzisiejszym pierwszym czytaniu (1 Krl 19, 9a. 11-13) słyszymy, jak prorok Eliasz, zmęczony i rozczarowany licznymi utrapieniami, schronił się w grocie pod świętą górą Horeb, gdzie wcześniej Bóg ukazał się Mojżeszowi. Tam otrzymał wskazówkę: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem, a potem nastąpiło trzęsienie ziemi i powstał ogień. Ale Pan nie był w wichurze ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Nadszedł potem lekki wietrzyk jak szmer łagodnego powiewu, i Pan objawił się w tej postaci, wyrażając w ten sposób swoją tajemniczą duchowość i swoją delikatną dobroć wobec słabego człowieka. Eliasz poczuł się umocniony przed nową misją, którą Bóg chciał mu powierzyć.
Ewangelia z dzisiejszej Mszy świętej (Mt 14, 22-33) przedstawia także scenę burzy na jeziorze, która zastała Apostołów w łodzi. Wcześniej miało miejsce rozmnożenie chleba i ryb. Pan wysłał ich łodzią na drugi brzeg jeziora, a sam rozsyłał tłumy, gdyż nadszedł wieczór. Sam następnie udał się wysoko na górę, aby skupić się na modlitwie, lecz nie zapomniał o swoich uczniach. Gdy podniósł się silny przeciwny wiatr, Pan zobaczył, jak Jego uczniowie walczą z falami i wichrem, aby dopłynąć tam, gdzie im wskazał. Po skończeniu modlitwy śpieszy im więc z pomocą.
O czwartej straży nocnej, kiedy już świtało, Jezus przyszedł do łodzi miotanej falami, której groziło utonięcie. Ewangelia podaje, że uczniowie zlękli się na widok Jezusa kroczącego po wzburzonych falach, sądząc, że to zjawa. Św. Marek, który upamiętnił wspomnienia św. Piotra, zapisał, że Jezus musiał przyjść z dala. Wszyscy zaczęli krzyczeć. Wówczas Jezus podszedł bliżej i powiedział: Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się! Te słowa pocieszenia wiele razy i w różnej postaci słyszeliśmy również my w głębi naszego serca, w obliczu trudnych wydarzeń i sytuacji, które mogły nas zaniepokoić. Jeżeli nasze życie polega na pełnieniu tego, czego Bóg od nas wymaga – zarówno w przypadku Eliasza, który z polecenia Boga udał się na górę Horeb, jak i w przypadku Apostołów, którzy pomimo przeciwnego wiatru wypełniają to, co im przykazał Jezus – nigdy nam nie zabraknie pomocy Bożej. W słabości, w trudzie, w sytuacjach bardzo trudnych Jezus pojawia się i mówi: To Ja jestem, nie bójcie się!. On nigdy nie zawiódł swoich przyjaciół. I jeżeli w swoim życiu nie mamy innego celu, jak tylko staranie się o Jego przyjaźń i służenie Mu, jakżeby mógł nas porzucić, kiedy wiatr pokus, zmęczenia, trudności w apostolstwie jest nam przeciwny? Nie musi przychodzić z daleka. „Skoro (…) w Nim całą ufność waszą składać będziecie, mężnym sercem Jemu służyć i Jemu czynić całkowitą, bez podziału, z siebie ofiarę, On – który kocha serca szlachetne i wspaniałe – nie odmówi wam swego miłosierdzia”[1]. Czego może nam zabraknąć, jeżeli jesteśmy Jego przyjaciółmi, jeżeli chcemy iść za Nim dzień po dniu, chociaż tak wielu Go opuszcza?
55.2 Kiedy Apostołowie usłyszeli Jezusa, napełnili się pokojem. Wówczas Piotr zwrócił się do Jezusa z prośbą pełną odwagi i męstwa: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. I Nauczyciel, który znajdował się kilka metrów od łodzi, odpowiedział mu: Przyjdź! Piotr miał wielką wiarę, i porzucił bezpieczeństwo łodzi na rzecz zaufania w słowa Pana: Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Były to niezwykłe chwile pewności i miłości.
Lecz Piotr przestał patrzeć na Jezusa, a bardziej skupił uwagę na otaczających go trudnościach i na widok silnego wiatru uląkł się. Zapomniał przez chwilę, że siła, która go utrzymywała na wodzie, nie zależy od sytuacji, ale od woli Pana, który panuje nad niebem i ziemią, życiem i śmiercią, przyrodą, wiatrem i morzem. Piotr zaczął tonąć nie z powodu stanu jeziora, lecz z braku ufności w Tego, który wszystko może. I krzyknął do Jezusa: Panie, ratuj mnie! I Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary? Chrystus jest dla nas prawdziwą ostoją, której winniśmy się uchwycić w trudnych chwilach słabości lub zmęczenia, kiedy widzimy, że toniemy. Panie, ratuj mnie! - mówmy do Niego podczas naszej modlitwy.
Czasami chrześcijanin przestaje patrzeć na Jezusa, a zapatrzy się na inne rzeczy, które oddalają go od Boga i narażają na niebezpieczeństwo utraty podstaw swej wiary. Z chwilą, gdy ktoś zaczyna niejasno widzieć swoją wiarę lub otrzymane powołanie, „niech zbada siebie uczciwie. Z pewnością zobaczy, iż od pewnego czasu jego praktyki pobożne są bardzo opieszałe, modlitwa jest rzadka i nieuważna, i jest mniej wymagający wobec samego siebie. Czy nie powiela grzechu, którego wagę celowo ukrywa przed samym sobą? Z pewnością już nie poskramia z taką samą energią swoich namiętności, o ile w ogóle nie przyzwala na ich zaspokojenie. Jest to uczucie żywione przeciwko drugiemu człowiekowi, jakiś niezbyt uczciwy interes, zbyt pochłaniająca przyjaźń albo po prostu rozbudzanie niskich instynktów, których nie odrzuca się dostatecznie szybko. Nie trzeba nic więcej, by pomiędzy nami a Bogiem wzniosły się chmury. I wiara staje się przyćmiona”[2]. Narażamy się wówczas na niebezpieczeństwo przypisywania tej sytuacji okolicznościom zewnętrznym, gdy tymczasem zło znajduje się w naszym sercu.
Żeby się wydostać z odmętu, Piotr musiał mocno uchwycić się ręki Pana, swego Przyjaciela i Boga. Chociaż niewiele, ale jednak musiał coś włożyć w to ze swej strony. Bóg zawsze domaga się od nas dobrej woli współpracy. „Kiedy Bóg, nasz Pan, udziela ludziom swojej łaski, kiedy wzywa ich poprzez konkretne powołanie, to jakby wyciągał do nich dłoń, ojcowską dłoń pełną mocy, przepełnioną przede wszystkim miłością, ponieważ szuka każdego z nas z osobna, jako swoich córek i synów, i ponieważ zna naszą słabość. Pan oczekuje, że podejmiemy wysiłek pochwycenia Jego dłoni, tej dłoni, którą do nas wyciąga: Bóg prosi nas o wysiłek, dowód naszej wolności”[3].
Ten drobny wysiłek, którego Bóg domaga się od swoich uczniów wszystkich czasów, by wydobyć ich z odmętu złej sytuacji, może być bardzo różny. Może on dotyczyć poprawy naszej modlitwy, bardziej szczerego i uległego podejścia do kierownictwa duchowego, odsunięcia od siebie niebezpiecznych dla duszy okazji, większego posłuszeństwa i uległości serca, stosowania w apostolstwie obok modlitwy dostępnych środków ludzkich, choćby drobnych. Przy Chrystusie wygrywa się wszystkie bitwy, ale winniśmy żywić bezgraniczną ufność w Niego. „Módl się z ufnością za Psalmistą: Bóg jest moją ucieczką i mocą... pokładam ufność w Tobie!
Gwarantuję ci, że On ochroni cię przed knowaniami demona szalejącego «w popołudniowe pory życia» – w czasie pokus i... upadków! – kiedy to wiek i twoje cnoty powinny już być dojrzałe, kiedy już na pamięć powinieneś wiedzieć, że tylko On jest Mocą”[4].
55.3 Piotr kroczył po wodzie mimo wielu przeciwności, dopóki działał w duchu nadprzyrodzonym, z wiarą i ufnością w Pana. Później, aby wyjść z opresji, aby otrzymać pomoc Bożą, musiał współdziałać ze swej strony, chociaż ratował go sam Pan. „Kiedy brak naszej współpracy, ustaje także pomoc Boża”[5].
Piotr odzyskał wiarę i ufność w Jezusa. Wraz z Nim wszedł do łodzi. I w tej chwili ustał wiatr, morze uciszyło się, uciszyły się też serca uczniów, którzy uznali Go za swego Pana i Boga. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
Trudności, w których doświadczamy własnej niemocy, te same słabości posłużą spotkaniu z Jezusem, który wyciąga do nas rękę i wchodzi do naszego serca, dając nam pośród utrapienia prawdziwy pokój. Powinniśmy nauczyć się nigdy nie bać się Boga, który przychodzi w chwilach zwyczajnych, a także wśród burzy cierpień fizycznych i materialnych: Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się! Bóg nigdy nie spóźnia się z pomocą i zawsze pomaga nam w każdej potrzebie. Przychodzi, może w sposób tajemniczy i ukryty, ale w odpowiednim momencie. Kiedy z jakiegoś powodu znajdujemy się w trudnej sytuacji, mamy przeciwny wiatr, On przybywa. Czasem sprawia wrażenie, jakby tylko przechodził, abyśmy mogli Go wezwać. Natychmiast też nie omieszka znaleźć się u naszego boku.
I jeśli czasami czujemy, że się nie utrzymujemy na nogach, że toniemy, powtarzajmy prośbę Piotra: Panie, ratuj mnie! Nie wątpmy w Jego Miłość ani w Jego miłosierną rękę, nie zapominajmy, że „Bóg nie nakazuje rzeczy niemożliwych, ale nakazując, mówi ci, byś robił to, co możesz, i prosił o to, czego nie możesz, i pomoże ci, abyś mógł”[6].
Jakże wielkie bezpieczeństwo zapewnia Pan! „Zapewnił mi swoją ochronę, nie polegam na swoich siłach. Mam w swoich rękach Jego spisane Słowo. Ono jest moją podporą. To jest moje bezpieczeństwo, to jest mój bezpieczny port. Chociaż się burzy cały świat, czytam to napisane Słowo, które z sobą noszę, ponieważ ono jest moim murem i moją obroną. Co mi to Słowo mówi? Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20).
Chrystus jest ze mną, czego mogę się lękać? Tego, że zaleją mnie fale morza i gniew mocarnych? To wszystko jest tylko pajęczyną”[7]. Nie puszczajmy Jego ręki. On nie wypuści naszej.
Zakończmy naszą modlitwę wzywając jako orędowniczkę Matkę Najświętszą. Ona pomoże nam ufnie wołać do Pana słowami modlitwy Kościoła: Wszechmogący, wieczny Boże, kieruj naszym życiem według Twego upodobania[8]. Spraw, byśmy żyli mocno zakotwiczeni w Tobie.
[1] Św. Teresa z Ávila, Księga fundacji, 27, 12.
[2] G. Chevrot, Simón Pedro, Madrid 1982, s. 62-63.
[3] Św. Josemaría Escrivá, To Chrystus przechodzi, 17.
[5] Św. Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię według św. Mateusza, 50, 2.
[6] Św. Augustyn, O naturze i łasce, 43.
[7] Św. Jan Chryzostom, Homilia przed wygnaniem.
[8] Liturgia Godzin, Modlitwa, Nieszpory, III niedziela zwykła.