szukaj
Wyślij rozważanie na email
:
Rozważania na każdy dzień

wtorek, 23 kwietnia 2019

Wtorek w Oktawie Wielkanocy
49. JEZUS CHRYSTUS ŻYJE NA ZAWSZE

1. Pan objawia się Marii Magdalenie. Jezus w naszym życiu.
2. Obecność Chrystusa wśród nas.
3. Poszukiwanie Chrystusa i obcowanie z Nim. Szczerze poszukujący Pana znajduje Go.

49.1 ...Niewiasty powróciły od Grobu, by powiedzieć Apostołom, że Pana w nim nie ma. Maria Magdalena pobiegła  i przyprowadziła do Grobu Piotra i Jana. Uczniowie, uwierzywszy wreszcie w to, co było napisane w Piśmie i co mówił im Pan, wrócili do siebie, a Maria Magdalena została sama, płacząc...

     więcej..

środa, 24 kwietnia 2019

Środa w Oktawie Wielkanocy
50. POZWOLIĆ SOBIE POMÓC

1. W drodze do Emaus. Jezus żyje i znajduje się przy nas.
2. Trwać przy Chrystusie. Cnota wierności. Wierność w drobnych rzeczach.
3. Cnota wierności powinna kształtować wszystkie aspekty życia chrześcijanina.

50.1 ... Dwaj uczniowie zdążają do wsi Emaus, utraciwszy wszelką nadzieję, ponieważ Chrystus, w którym złożyli cały sens swego życia, umarł. Pan dołącza do nich, jak gdyby sam był w drodze, i idzie razem z nimi, a oni Go nie rozpoznają.

     więcej..

czwartek, 25 kwietnia 2019

Czwartek w Oktawie Wielkanocy
51. NA SPOTKANIE Z PANEM

1. Ukazanie się Chrystusa Jedenastu. Jezus pociesza Apostołów. Obecność Jezusa Chrystusa w tabernakulum.
2.. Dziękczynienie za łaski Komunii świętej i przygotowanie do następnych.
3. Owoce nawiedzenia Najświętszego Sakramentu.

51.1 Po Zmartwychwstaniu Jezus ukazał się także Apostołom zgromadzonym w Jerozolimie...Pokazał im ręce i nogi, a potem usiadł z nimi do stołu i jadł z nimi. Apostołowie upewniają się na zawsze, że ich wiara w Zmartwychwstałego... wypływa z wielokrotnie sprawdzonych przez nich faktów.

     więcej..

piątek, 26 kwietnia 2019

Piątek w Oktawie Wielkanocy
52. WYTRWAŁOŚĆ W APOSTOLSTWIE

1. Cudowny połów ryb. Odkrywanie Pana w codziennych wydarzeniach życia.
2. Apostolstwo wymaga cierpliwej pracy.
3. Apostolstwo wymaga czasu oraz zastosowania środków ludzkich i nadprzyrodzonych.

52.1 ...Apostołowie udali się z Jerozolimy do Galilei, jak kazał im Pan. Znaleźli się nad jeziorem, w tym samym lub podobnym miejscu, gdzie kiedyś spotkał ich Jezus i wezwał, by poszli za Nim. Teraz powrócili do swego dawnego zawodu. Jezus zmartwychwstały objawia się po raz trzeci.

     więcej..

Wielka Środa
MĘKA PAŃSKA

43. DROGA NA KALWARIĘ

1. Jezus z krzyżem na ramionach idący po ulicach Jerozolimy. Szymon Cyrenejczyk.
2. Jezus w drodze na Kalwarię w towarzystwie łotrów. Sposoby dźwigania krzyża.
3. Spotkanie z Jego Najświętszą Matką.

43.1 Po nocy cierpienia, szyderstwa i pogardy Jezus, poddany strasznej katuszy biczowania, prowadzony jest na ukrzyżowanie. Wówczas [Piłat] uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27, 26)powiada zwięźle Ewangelia świętego Mateusza.

Lud nie zgodzi się na uwolnienie niewinnego Jezusa i pozostawienie w więzieniu Barabasza, który był winien kradzieży i zabójstwa. Jezus został skazany na bolesną mękę i śmierć, jaką stosowano wobec zbrodniarzy. W drodze na Kalwarię wszyscy przekonali się, że jest zbyt słaby, żeby samotnie nieść krzyż na swych barkach. Zmuszono wówczas do dźwigania krzyża pewnego człowieka, Szymona z Cyreny, który właśnie wracał do domu. Gdzie są uczniowie Jezusa? Mówił im o dźwiganiu krzyża, a oni żarliwie zapewniali, że są gotowi pójść za Nim nawet na śmierć. Teraz nie znalazł się ani jeden, który pomógłby Mu dźwigać drzewo krzyża na miejsce egzekucji. Musi to czynić ktoś obcy i w dodatku zmuszony siłą. Nie ma wokół Pana przyjaznych twarzy i nikt nie chce się dla Niego poświęcić. Nawet ci, którzy otrzymali tyle dobrodziejstw i zostali uzdrowieni chcą pozostać niedostrzeżeni. W sposób dosłowny spełniło się proroctwo Izajasza sprzed kilku wieków: Dlaczego czerwona od krwi jest Twoja suknia i szaty Twe, podobne jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni? - Sam jeden wygniatałem je do kadzi, żadnego z narodów nie było ze Mną (...). Rozglądałem się: nikt nie pomagał. Zdumiewałem się: nie było nikogo, kto by podtrzymał (Iz 63, 2-5).

Szymon pochwycił koniec krzyża i włożył go na swoje ramiona. Drugi, cięższy koniec krzyża – nie odwzajemnionej miłości, grzechów każdego człowieka – dźwigał Chrystus.

W opuszczeniu, jakiego doświadcza Pan, znalazł się jeden wyjątek, o którym mówi tradycja: pewna kobieta – znana jako Weronika – podeszła z chustą, żeby wytrzeć twarz Jezusa, a na płótnie odcisnęło się Jego oblicze. „Chusta Weroniki jest symbolem wzruszającego dialogu pomiędzy Chrystusem a duszą pokutującą. Na miłość Chrystusa Weronika odpowiada swoim zadośćuczynieniem; jest to zadośćuczynienie zdumiewające, ponieważ dokonała go słaba kobieta, która nie ulękła się gniewu nieprzyjaciół Chrystusa (...). Czy w mojej duszy (...) wyryte jest oblicze Jezusa, jak na chuście Weroniki?”[1]. Pan idzie dalej. Odczuł pewną ulgę, ale droga po wyboistej ziemi jest męcząca. Jego siły wyczerpują się stopniowo, nic dziwnego, że upada. Raz, drugi, trzeci. Upada i z wielkim trudem podnosi się. A po paru metrach znowu upada. Podnosząc się udowadnia nam dobitnie, że nas kocha. Gdy upada, daje nam do zrozumienia, że odczuwa wielką potrzebę, byśmy Go kochali.

„Nie jest za późno i nie wszystko jest stracone... Chociaż tak by się zdawało. Chociażby tysiące głosów złowróżbnych powtarzało ci to. Chociażby cię otaczały szydercze i niedowierzające spojrzenia. Przyszedł właściwy czas, by wziąć na siebie Krzyż: Odkupienie dokonuje się nadal – teraz! – a Jezus potrzebuje wielu Cyrenejczyków”[2].

43.2 W pewnym momencie podczas drogi na Kalwarię Jezus przechodzi obok grupy kobiet, które płaczą na Jego widok i pociesza je. „Oto wezwanie do żalu, do prawdziwego żalu, do opłakiwania w prawdzie  złych uczynków. Jezus mówi do ‘córek jerozolimskich’, które płaczą na Jego widok: Nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi (Łk 23, 28). Nie można się ślizgać po powierzchni zła, trzeba sięgać do jego korzenia, do przyczyn, do całej wewnętrznej prawdy sumienia (...). O życie w prawdzie, o chodzenie w prawdzie, błagam Cię, Panie!”[3].

Jezusowi towarzyszy dwóch łotrów, których włączono do orszaku, żeby jeszcze bardziej Go upokorzyć. Przypadkowy widz nie zrozumiałby wiele z tego widoku: oto trzech mężczyzn niesie własne krzyże w drodze na śmierć. Lecz tylko jeden z nich jest Zbawicielem świata i tylko jeden Krzyż jest zbawczy.

  Również dzisiaj można dźwigać krzyż w różny sposób. Można go nieść ze złością, z nienawiścią lub co najmniej z głębokim niezadowoleniem. Taki krzyż nie ma sensu i wytłumaczenia, jest zbędny, a nawet oddala od Boga. Jest to krzyż tych, którzy na tym świecie szukają jedynie wygody i dobrobytu materialnego, którzy nie akceptują bólu i niepowodzenia, gdyż nie chcą zrozumieć nadprzyrodzonego sensu cierpienia. Jest to krzyż, który nie zbawia: krzyż niesiony przez jednego z łotrów.

Drugi krzyż niesiony jest z rezygnacją, może nawet z godnością i akceptacją, ponieważ nie ma innego wyjścia. Tak dźwiga swój krzyż drugi łotr, który stopniowo zdaje sobie sprawę z tego, że tuż obok niego idzie Chrystus Król. Wie, że to całkowicie odmieni ostatnie jego chwile na ziemi, jak również w wieczności. Jego wiara sprawi, że stanie się dobrym łotrem.

Istnieje też trzeci sposób dźwigania krzyża. Jezus obejmuje zbawczy Krzyż i uczy nas, jak powinniśmy dźwigać własny krzyż. Powinniśmy nieść go z miłością, przyczyniając się do odkupienia wraz z Nim wszystkich dusz, czyniąc zadość za grzechy. Pan nadał głęboki sens cierpieniu. Mogąc odkupić nas na różne sposoby, uczynił to poprzez cierpienie, ponieważ nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13).

Osoby święte odkryły, że cierpienie, ból, przeciwności przestają ciążyć od momentu, gdy przestaje się widzieć się w nich tylko krzyż, a dostrzega Jezusa, który przechodzi blisko nas i wychodzi nam naprzeciw. „Boże mój, spraw, bym znienawidził grzech i obejmując Święty Krzyż, zjednoczył się z Tobą, by wykonać Twoją ukochaną Wolę... ogołocony ze wszystkich ziemskich przywiązań, nie mając żadnego innego celu poza Twoją chwałą… wielkodusznie ofiarując się z Tobą w doskonałym całopaleniu, nic nie zachowując dla siebie”[4].

Szymon Cyrenejczyk poznał Jezusa dzięki Krzyżowi. Pan odpłaci mu za wyświadczoną pomoc, udzielając wiary również jego dwóm synom, Aleksandrowi i Rufusowi. Stali się oni wybitnymi chrześcijanami pierwszych lat Kościoła. Należy sądzić, że Szymon Cyrenejczyk stał się wiernym uczniem, szanowanym przez pierwszą wspólnotę chrześcijańską w Jerozolimie. „To wszystko zaczęło się od niespodziewanego spotkania z Krzyżem. Przystępny byłem dla tych, co o Mnie nie dbali; tym, którzy Mnie nie szukali, dałem się znaleźć (Iz 65, 1). Nieraz Krzyż zjawia się nagle przed nami, chociaż go nie szukamy: to Chrystus pyta o nas. I choć serce się przed tym Krzyżem wzdraga – bo nieoczekiwany, tym bardziej posępny – nie dawaj swemu sercu pocieszenia. Lecz kiedy będzie go żądało, powiedz mu – pełen szlachetnego współczucia – cicho, jakby w zaufaniu: serce me, serce, na Krzyż, na Krzyż!”[5].

Dzisiejsze rozmyślanie stanowi dobrą okazję, żebyśmy zastanowili się nad tym, jak znosimy przeciwności i cierpienie. Jest to odpowiedni moment, by zbadać, czy przybliżają nas one do Chrystusa? Czy uczestniczymy wraz z Nim w odkupieniu? Czy traktujemy je jako zadośćuczynienie za nasze winy?

43.3 Zbawiciel kroczył pochylony pod ciężarem Krzyża. Po Jego twarzy płynęła krew i pot, rany piekły, zmęczone i opuchnięte oczy niewiele widziały. Z powodu wyczerpania, niewyspania i bólu stąpał wolno, z trudem stawiał stopy na kamienistej drodze, drżały mu kolana. Wlókł się bez mała za swymi współtowarzyszami kaźni. A Żydzi śmiali się, kaci i żołnierze popychali Go.

W czwartej tajemnicy bolesnej Różańca rozważamy, jak Jezus podąża z Krzyżem na Kalwarię. „(…) jesteśmy zasmuceni, przeżywając mękę Pana Jezusa. Popatrz, z jaką lubością obejmuje On Krzyż. Ucz się od Niego. To dla ciebie Jezus niesie ten Krzyż; i ty... ponieś go dla Jezusa. Ale nie wlecz krzyża po ziemi... Nieś go uczciwie, rzetelnie na swoich ramionach, ponieważ twój krzyż, jeśli będziesz go niósł z godnością, nie będzie jakimś tam zwykłym krzyżem, ale… Świętym Krzyżem (...). Wtedy też na pewno spotkasz, tak jak Jezus, na swej drodze Maryję”[6].

Podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej rozważamy, jak na jednej z uliczek Jezus spotkał się ze swą Matką. Zatrzymał się na chwilę. „Z niezmierną miłością Maryja patrzy na Jezusa, a Jezus patrzy na Maryję; ich spojrzenia się spotykają i każde z dwóch serc własny ból przelewa w drugie. Dusza Maryi zanurzona jest w goryczy, w goryczy Jezusowej. Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza (Lm 1, 12). Ale nikt tego nie zauważa, nikt nie spostrzega, tylko Jezus (...). W mrocznej samotności Męki, Nasza Pani ofiaruje swemu Synowi balsam czułości, zjednoczenia, wierności – „tak” powiedziane woli Bożej”[7].

Pan idzie dalej, a Maryja z odległości paru kroków towarzyszy mu aż na Kalwarię. W sposób doskonały spełnia się proroctwo Symeona. „Gdzież jest człowiek, zdolny powstrzymać łzy, gdy mu stanie przed oczami ta cierpiąca Matka bez skazy? Oto Jej Syn poraniony, a my daleko, tchórzliwi, sprzeciwiający się woli Bożej. Matko i Pani moja, naucz mnie wypowiadać «tak», które jak Twoje utożsami się z wołaniem Jezusa do Ojca: Non mea voluntas (Łk 22, 42). Niech się spełnia nie moja wola, lecz Boża”[8]. „Trzeba być (...) gotowym do stawienia czoła naszemu krzyżowi, który pojawi się w takiej czy innej postaci. Jeśli potrafimy dźwigać go po chrześcijańsku, kochając Boga, doświadczymy innego rodzaju radości: radości płynącej ze współuczestniczenia w krzyżu Chrystusa, ze współpracy w odkupieniu”[9].

Kiedy przejmuje nas ból lub smutek, kiedy staje się on coraz bardziej przenikliwy, zwróćmy się do Najświętszej Maryi Panny, Mater doloroso, Marki Bolesnej, by nas uczyniła mężnymi i nauczyła uświęcać cierpienia w pokoju i pogodzie ducha.



[1] Abp. J. Ablewicz, Będziecie moimi świadkami, Droga Krzyżowa, Stacja VI.
[2]
Św. Josemaría Escrivá, Droga Krzyżowa, Stacja V.
[3]
Kard. K. Wojtyła, Znak, któremu sprzeciwiać się będą, Kraków 2005, s.190
[4]
Św. Josemaría Escrivá, dz. cyt., Stacja IX.
[5]
Św. Josemaría Escrivá, dz. cyt., Stacja V.
[6]
Św. Josemaría Escrivá , Różaniec, Czwarta Tajemnica Bolesna.
[7]
Tenże, Droga Krzyżowa, Stacja IV.
[8]
Tamże.
[9]
J. L. Lorda, Być chrześcijaninem, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 1997, s. 93.

Francisco Fernandez Carvajal. "Rozmowy z Bogiem".
drukuj..

Ta strona używa pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies we własnej przeglądarce internetowej. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności